Smartfon

Świat mnie przeraża

Zniknęłam na jakiś czas. Zrezygnowałam z pisania na blogu, nie udzielałam się na Facebooku a mój Instagram zniknął (?) i nawet nic z tym nie zrobiłam. Ale odkąd zaczęłam spędzać osiem godzin przed komputerem w pracy to po powrocie do domu jedyne na co miałam ochotę to niekoniecznie wirtualny świat, bycie gdzieś między stronami internetowymi, pomiędzy jednym selfie na Insta, a drugim. Świat zaczął mnie nieźle wkurzać. I przerażać.

Pędzą, pędzą internety

Zamiast siadać i pisać, leżałam i śpiewałam. Mogłam spędzić na Facebooku maksymalnie dwie minuty. Kiedy widziałam obrzydliwe zdjęcie schabowego na grupie Bydgoszczan, odkładałam telefon jak najdalej. Szukając inspiracji na Instagramie, widząc zdjęcie pół nagich dziewczyn z hasztagiem #polishgirl, wyłączałam ekran. Wiadomości typu zagłosuj na mnie w konkursie, daj mi lajka, usuwałam.

Podziwiając nowe njubalansy, kota, lilu-bransoletkę, mieszkania w kolorach biel&szarość, buziaczki, #friendsforever, kto się wymieni na naklejki z Biedry… musiałam się odciąć. No musiałam. Nie miałam cierpliwości. Tego było coraz więcej i więcej. Huczało mi w uszach. Potykałam się o to. Błądziłam. Życie pisane hasztagiem mnie przerosło.

The Real Life

Stwierdziłam, nic na siłę.

Wiecie, to nie o to chodzi, że teraz wyrzucam laptopa i idę w świat z plecakiem, szukając wrażeń gdzieś w naturze, bo w większości mam na nią uczulenie i to serio. Ale nagle zaczęłam odczuwać potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem nie gdzieś pomiędzy wystukanymi literkami. Czerpać radość ze smaku potrawy, a nie z jej zdjęcia. Skupić się na kawie, a nie marki kawiarni, w której ją piję. Iść na spacer z Mężczyzną nie zastanawiając się w którym miejscu zrobię selfie (bo przecież wiadomo, że zrobię). Cieszyć się z herbaty o smaku muffinek a nie z kolejnego lajka. Widzieć ładne dziewczyny na ulicy, w tramwaju, a nie na Instagramie.

No ludzie, w większości te zdjęcia zrobione w ogromnych lustrach, kiedy za tą niedowagą kryją się puste półeczki to na bank jest jakaś ściema! Obok musiała stać sterta rzeczy, które przed chwilą były odgarnięte. Piękne ściany w mieszkaniu, ogrom dekoracji za milion złotych to może być zwykłe tło kupione na Allegro. Nie chodzi mi o to, że to złe. Bo blogerzy jakoś muszą się przedstawiać, a blogerki jakoś wyglądać. Tylko o to, że część treści publikowanych w Internecie to tak naprawdę nie My. Jedna wielka ściema. Kreowanie siebie na potrzeby mediów społecznościowych i popularności.

Albo wkleisz zdjęcie z kupą na mordzie i podbijasz świat albo siedzisz pod kocem z herbatą i jesteś nikim.

Związek w czasach smart

Miłość też istnieje w trudnych czasach. Pisząc do mojego Mężczyzny „kocham” na telefonie, mój mądry smartfon podpowiadał mi „Cię”. Dodawał jeszcze „bardzo”. Nie napisałam. Wyłączyłam wiadomości i zadzwoniłam do Niego, żeby Mu to powiedzieć. Ale robimy sobie selfie.

Tylko prawda jest po wyłączeniu filtra w aparacie i odłożeniu telefonu na półkę. Wtedy zaczyna się prawdziwe życie.

I nie mówię też, że nagle do tego świata nie będę należeć, bo chcąc nie chcąc będę. Ale w pewnym momencie mnie to przerosło i musiałam od tego odpocząć. Nie wkurwiać się na widok kolejnych i kolejnych selfie tylko po prostu zacząć znów się z tego śmiać i zlewać.

Zatem wracam. Pełna obaw co mnie czeka. Dziś i jutro.

Bo ewoluujemy. Pędzimy. Gdzieś, cholera wie gdzie.

  • Magda Mączka

    Polecam zatem odcinek serialu Black Mirror pt. „Nosedive”. Cały odcinek o (bez)sensie lajkowania wszystkiego. Zresztą cały serial polecam :)