people-feet-train-travelling-pexels-e1455370338409.jpeg

Podróże małe i duże, czyli jak nie zwariować z ludźmi

Podróżując do domu spotyka mnie wiele ciekawych zjawisk. Dopóki nie zaczęłam obcować z pasażerami autobusu lub tramwaju dłużej niż 10 minut, nie miałam pojęcia ile mnie omija. Teraz, ci ludzie, są częścią mojego życia na około 40 minut. I naprawdę nie sądziłam, że z nami, ludźmi, czasem jest aż tak źle.
Czasem jakiś starszy pan zacznie krzyczeć na cały autobus, że młodzież nie ustępuje miejsca tylko patrzy w te swoje małe, niebezpieczne komputerki. Ale to jest nuda, codzienność i naprawdę nic ciekawego. Nawet jeśli ten pan w tym momencie siedział. Zjawisk zatem jest kilka.

Po pierwsze: Moja znajoma jest fajna a Ty nie

Wsiadam do autobusu i zajmuję miejsce (oczywiście, rozglądam się, czy ktoś w podeszłym wieku czasem nie stoi i nie czyha z laską, czekając aż tylko usiądę). Za mną dwie panie. Po dwóch przystankach wiem, że dziś w Tesco duży tłum, jutro na obiad pomidorowa, druga nie ma go wcale, a dziecko pierwszej nie poszło do szkoły. Słyszy to jakaś połowa autobusu. Ok. Jest znośnie. Kiedy mam zaraz wysiadać, nagle głos jednej cichnie i słyszę tylko: „Anka, ona ma taki sam komin jak ja”. Skoro jest tak cicho szybko dociera do mnie, że to o mnie chodzi. Lekko zerkam w stronę okna, a ciemno jest, to zobaczę w odbiciu czy faktycznie o moim kominie mowa.
– Nie kochana. Ona ma ciemniejszy.
Wstaję, żeby dojść do drzwi. Patrzę na owe kobiety. No jak byk taki sam, cholera jasna! No i!? Z tej samej wyprzedaży. Za 29,99 polskich złotych! No i co z tego?! Ale nie. Mój był ciemniejszy. Bo Ty Krystynko jesteś fajniejsza, masz lepszy komin, nie załamuj się. Ona takiego samego nie ma. A wyprała go kurwa, po prostu, w Perwollu.

Po drugie: Wiesz o mnie dużo, ale Cię nie znam

Chyba każdy rozmawia przez telefon w autobusie. Przynajmniej w tym, którym ja zawsze jeżdżę. Sympatyczny Pan kiedyś przez 40 minut tłumaczył swojej ciotce, że ma podpisać z nim umowę o ubezpieczenie mieszkania (wiem na jakiej ulicy, w jakim mieście, ile ma metrów, na którym mieszka piętrze i z kim chciała poprzednio podpisać umowę). Po dwudziestym pytaniu „Ale rozumie ciotka czy nie?!” miałam ochotę wyć.

Ostatnio jeszcze Pani po 50-tce powtarzała koleżance, że kocha kolor zielony. Kocha go. Po prostu kocha.

Po trzecie: Moje życie jest cudowne, a Grażynki nie

Pani dzwoni do swojej przyjaciółki i dzieli się informacjami o drugiej kobiecie, znajomej/koleżance. Obrabiają jej dupę jak leci. Że męża ma pipę, że ona tylko nim rządzi, że wszystkiego mu zakazuje, biedny się udusi. Cały autobus wie jaka to zołza z tamtej. Na smyczy trzyma męża. Odkłada telefon i wykonuje kolejne połączenie. Do swojego. I mówi:
– Gdzie jedziesz?! Gdzie? No chyba oszalałeś. Do domu na obiad! Komu ja gotuję? … Tak, dzieciom. A idź w cholerę.

Po czwarte: Nie dotykaj mnie, ale ja Ciebie mogę

Osobiście nienawidzę jak mnie ktoś dotyka. Dlatego szczególnie nie lubię ścisku w komunikacji miejskiej. A to dostaniesz od gimnazjalisty plecakiem w głowę, bo przecież jest sto razy wyższy albo otrze się o Ciebie jakiś Heniu z kurtką z Pewexu. Albo nawet samemu przez przypadek naciśniesz komuś na nogę, łapiąc równowagę na zakręcie. Leci złowrogie spojrzenie. Właściwie każdy do momentu kontaktu cielesnego udaje, że Cię nie ma. Patrzy w okno i też czuje się niezręcznie. Jest duszno. Jest słabo. Granica personalna została zawahana. Choć są i tacy, którzy zbyt się tym nie przejmują. Jednak w większości przypadków dotyk to zło.

Jadę na uczelnię. W autobusie mało ludzi, jest fantastycznie. Wstaję z miejsca, żeby wysiąść, bo trochę się spieszę na ćwiczenia. W moim mieście autobusy posiadają specjalny guzik, który trzeba wcisnąć, żeby drzwi się otworzyły. Nie wciśniesz, nie wysiadasz, proste. No to stoję już z nosem w drzwiach, trzymam gdzieś z tyłu rękę na tym przycisku i czekam. Czekam. Nagle czuję, jak ktoś moją rękę przerzuca nieco niżej. WTF!? Odwracam się. Kobieta koło czterdziestki. Nie chce mi się robić afery, więc tylko na nią patrzę. Patrzę. Halo?
-O jeny, myślałam, że Pani nie wysiada!
Nie kurwa. Stoję przy drzwiach rekreacyjnie, a rękę trzymam na guziku, bo działa na mnie antystresowo.

Po piąte: Problemy załatwiam tylko w autobusie

Małżeństwo z długoletnim stażem. Wpadają na ostatnią chwilę, ale zdążyli. Siedzą. Zadowoleni z ostatnich minut na zakupach, świetne, świeże mięso, niezły portfel. Mijają dwie minuty i zaczyna się. Pada pytanie od kobiety, czy syn jest w domu. Facet nie wie, bo skąd.
– Ty nic nie wiesz! Nigdy się nie przejmujesz! Wszystko na mojej głowie! A Ty co? Tylko piwo. Nawet teraz się nie odzywasz.
– A…
– Widzisz? Tak to z Tobą jest. Nic tylko same problemy. Co ja w głowie miałam, że za Ciebie wyszłam tyle lat temu. Bym z Tobą nie była, byłoby lepiej. A nie. Teraz wszystko na mojej głowie.
Facet się nie odzywa, żeby nie powiedzieć, że miał lekko wyjebane.

Nie wiesz co zrobić, jak w Twoim małżeństwie jest coś nie tak? Powiedz to w autobusie, niech usłyszy o tym kolejne czterdzieści osób.

Drodzy pasażerowie. Miejcie na uwadze to, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Nie żyjesz sam. I tak całkiem serio, następnym razem to nie ja będę siedzieć za Tobą w autobusie. Tylko ktoś, komu te informacje będą potrzebne.

Follow my blog with Bloglovin

  • http://takuwazamja.blogspot.com/ takuwazamja

    Też nienawidzę jak mnie ktoś dotyka w autobusie! szczególnie, że jestem wzrostu krasnala. A i z jakiegoś powodu wszystkie śmierdzące Heńki i Zenki siadają/ stają koło mnie.

  • http://roslinozerni.pl Magda

    Mnie najbardziej dołuje oglądanie w tramwajach i autobusach patologii, z którą na co dzień nie mam do czynienia. Pijani rodzice, zaniedbane, brudne dzieci, rozwydrzone nastolatki… niektóre historie opowiadane przez pasażerów – masakra. Taka przejażdżka uświadamia mi często, że na co dzień zapominam w jakim naprawdę świecie żyję…