Blog relacje damsko-męskie społeczeństwo lifestyle siadamipisze.pl

Nie truj się

Do tych wniosków skłoniła mnie sytuacja, która miała miejsce, oczywiście, w autobusie. Monotematyczne, wiem, ale spędzam tam mnóstwo czasu. No co zrobić.
Kobieta. Długie, czarne włosy, ubrana też na czarno. O jej twarzy nie można powiedzieć, że nieskazitelna. Na pewno raniona. Pomijając te rany typu kolczyk tu, kolczyk tam i jeszcze gdzieś. Legginsy wpijają jej się w dupę. I z maślanym, dziecięcym spojrzeniem, zerka na Swojego Księcia Na Pewno Z Jej Bajki. Trzymając butelkę z 1/3 piwa. Pieszczotliwie to on do niej nie mówił. Na przemian ją wyzywał (lub komplementował, bo po jej reakcji to w sumie ciężko stwierdzić) a potem razem się śmiali. Śmierć w oczach, rzucanie kurwami potem śmiech i błogość.
Sinusoida zapierdalała jak dzika.

The way

Naprawdę rozumiem to, że każdy pojmuje miłość jak chce. Każdy sobie ją szufladkuje po swojemu, według swoich doświadczeń i cech charakteru. Niektórym miłość kojarzy się z ekstazą, euforią, skrajnymi emocjami. Innym z poczuciem bezpieczeństwa, zrozumieniem i ciepłem. Pierwsze brzmi ekscytująco, drugie… nieco nudno, nie?

No to sprawdźmy to.

#1

Zacznijmy od historii w miarę lekkiej. Związek, który trwa nie od dziś, ani od trzech miesięcy. Wydawać by się mogło, że znają się bardzo dobrze, biegają razem na uroczystości rodzinne, wpieprzają bigos, robią sobie prezenty na święta, ona zna wszystkie jego nadruki na bokserkach, a on uwielbia jej pomidorową. Raczej mało imprezują. M. wychodzi więc na piwo z kumplami i z dumą na twarzy ogląda się za każdą dupą. Nie, żebym miała coś przeciwko, bo to zdrowe przecież. Ale chwilę później podnosi kufel z piwem i stuka się z kumplami, wznosząc toast „za to, że mojej tu nie ma i żeby jej jak najczęściej nie było”. A. nie lubi, jak on wychodzi z kumplami. No to siedzi wkurwiona na chacie i nawala mu wiadomość po wiadomości w stylu „Pewnie się świetnie bawisz”. No to nie kontynuuję opowieści, bo pewnie znacie taki temat, prawda?

Bo nie odpisujesz. Bo masz w dupie. Bo ty nie rozumiesz. Bo nie chcesz chodzić ze mną. Bo oni są ważniejsi.

Ale przecież się kochają to dadzą radę. To przecież mała rzecz. Więc szybki foch, mała awantura i do przodu. Jutro jej przejdzie. Jutro mu przejdzie.

Problem, że on idzie z kumplami na piwo to nie problem. Nie jest niczyją własnością. Każdy ma swoje potrzeby. Za to słuchanie bajek o rozładowanym telefonie, „byłem w domu na czas, tylko zapomniałem” i wiara w nie – to już problem. No sorry, gdzieś coś Wam umknęło. I albo to rozwiążecie drogą rozmowy/dyskusji/whatever, a nie nakręcania się wzajemnie z podejściem, że to przecież normalne w miłości albo za jakiś czas ktoś w końcu tupnie nogą i pójdzie w długą. Do końca i tak nie będzie wiadomo o co poszło.

A idzie o jedno. O potrzeby. O których się nie mówi, bo po co. Bo nie odpisujesz. Bo masz w dupie. Bo ty (…)

#2

J. czasem ma ochotę zabrać swoje przyjaciółki i wyskoczyć na bailando nawet o trzeciej w nocy. Kończy się tylko na lekkim uśmieszku na twarzy na samą myśl, przewrócenia się na drugi bok i pójściem dalej spać. Jest środek nocy, rano trzeba zrobić kanapki do pracy dla P. Po pracy pogadali o pracy i jak to bywa zazwyczaj, przynajmniej raz w tygodniu, nie rzadziej niż trzy razy w tygodniu, znów o coś poszło. Od pierdoły do problemu na skalę światową. P. pojechał jej po cechach osobowości. J. się z nim nie zgadza. Jeden wcisk. Odwet. Drugi wcisk. Płacz. Odkopanie sprawy sprzed tygodnia. Krzyk. P. podnosi szklankę. Rozbija się o podłogę. Ty szmato. Nie mów tak. Wychodzę. Idź w cholerę.

Koniec. Basta. Wraca po kilku godzinach i rzuca się na nią z tą niewyparzoną mordą, tym razem przywierając ją do ściany. J. jest wkurwiona. Ale w takim stanie orgazmy są najlepsze. Seks na zgodę. Słowo przepraszam niepotrzebne. Nic nie warte.

J. budzi się rano i nie wie, czy tego dnia stłucze się półmisek czy rozedrą się majtki. Czy jedno i drugie. Wszystko z miłości. Nie potrafią bez siebie żyć. A jak się kłócą to po włosku, a co. To musi być miłość.

Czy z tej miłości i latającymi motylami w brzuchu P. nazwał Ją szmatą? To się nazywa toksyczny związek. Nic więcej nie trzeba tu dodawać.

Ta Miłość

Miłość to nie ślepota, no do cholery. Nikt mi nie powie, że przymykanie oczu na takie akcje to Miłość przez wielkie M. Nikt z miłości Ci nie podetnie skrzydeł. Nikt z miłości Cię nie poniży. Takie kity to można wciskać rodzinie, kiedy pomija się pewne pikantne szczegóły, które dzieją się, kiedy drzwi od mieszkania są zamknięte i staje się twarzą w twarz z… no właśnie. Kim?

Miłość to świadome uczucie, które obydwie osoby muszą chcieć budować przez cały czas. Bez burzenia go do parteru.

Kiedyś lubiłam słowo akceptacja i utożsamiałam je głęboko z miłością. Chuja tam. Pewnych rzeczy akceptować się nie da, jeśli to zachowania w pełni naturalne, świadome bądź nie, ale bolesne.

Toksyczne związki z udawaną miłością. Brak zrozumienia. Brak rozmowy. A co najgorsze – brak poczucia własnej wartości, szacunku do siebie i rozumienia własnych potrzeb.
Won z takimi rzeczami. I tyle w temacie.

Fot. Jagoda Kasznia
  • Ewelina

    To takie oczywiste, a jednak tak mało powszechne.. Pozdrowienia dla świadomych i trzymam kciuki za nieświadomych. ;)

    • Ruda

      Teoretycznie oczywiste, ale czasem dopiero kiedy dostaniesz w ryj tą swoją pseudo miłością to otwierają się oczy. I czasem trzeba przeżyć totalną porażkę, żeby później nie mylić miłości z patologią.

  • http://www.brzuchacze.blogspot.com Ruda

    Szczera prawda – post idealny <3
    To smutne, że ludzie pozwalają sobie w życiu na takie relacje, które z góry są skazane na niepowodzenie. Całe szczęście, że niektórzy w odpowiedniej chwili przejrzą na oczy i potrafią poszukać prawdziwej miłości, w której znajdą zrozumienie, szacunek i motyle w brzuchu zamiast awantury i wkurwiania się na żenujące życie.